Skąd to masz? Wyszukałem

Publikuje post majowy, więc na razie jest minimum jeden wpis w miesiącu. Trzymam się ustalonego minimum, ale nagiąłem czasoprzestrzeń do maksimum, a w czerwcu mecze EURO…

W czerwcu też konferencja na Politechnice Łódzkiej poprzedzona (w dniu meczu biało-czerwonych z Rosją!) prekonferencją poświęconą wyszukiwarkom bibliotecznym. Niewątpliwie będzie to dobry temat na następny wpis, do dokończenia mam też prezentacje Ellen Tiese, ale ten wpis krótko pod hasłem, czy wyszukiwarka biblioteczna, to dobre określenie? Podoba mi się angielskie Discovery and Delivery, choć jak często bywa, nie ma ładnego tłumaczenia na polski. Odkrywanie i dostarczanie? Właściwie można by tak to nazwać. Idea jest właśnie taka, że użytkownik dostaje narzędzie do wygodnego odkrywania wszystkich zasobów biblioteki z możliwością dotarcia do nich w najszybszy i najwygodniejszy dla danego materiału sposób. Priotytet wiadomo, na dostępie on-line, czyli możliwości wyświetlenia treści na ekranie swojego komputera, tabletu, smartphona czy z czego tam jeszcze, ale dla tradycyjnych zbiorów będzie to po prostu możliwość złożenia zamówienia.

Wyszukiwarka biblioteczna nie brzmi źle i właściwie też oddaje idee. Hasło wyszukiwarka szybko kojarzy się z pewną firmą, liderującą na tym polu od lat. Wyszukiwarka biblioteczna, jako przeniesienie łatwości wyszukiwania w świat zasobów bibliotecznych, to pasuje. Moim zdaniem nie ma potrzeby dodawania jeszcze, że to multi-wyszukiwarka. Na katalog biblioteczny nikt nie miał zwyczaju mówić „wyszukiwarka” więc mylić nikt nie powinien. Ważne tylko, by nie mylić multi- z meta-wyszukiwarką. Metawyszukiwarki mają się jeszcze całkiem nieźle, ale oferując coś znacznie innego niż (multi)wyszukiwarka.

W polskich warunkach ideę metawyszukiwarki najłatwiej zrozumieć na przykładzie KaRo. Katalog rozproszony, czyli jedno miejsce dające możliwość przeszukania wielu katalogów jednocześnie. Optymalnie, gdy efektem jest jedna lista wyników, co proponuje zachodniopomorskie RoKaBi , oparte o system MetaLib. To dlaczego metawyszukiwarka, a nie właśnie katalog rozproszony? Bo nie musimy wszak ograniczać się do katalogów, mamy znacznie więcej źródeł do przeszukania: biblioteki cyfrowe, repozytoria, bazy on-line z czasopismami czy książkami elektronicznymi, etc. De facto źródeł do przeszukania jest tak wiele, że piękna idea metawyszukiwania staje się nieefektywna.

Podobny problem znalazł już swoje rozwiązanie w historii, kiedy Google zamiast katalogować Internet zaczął go indeksować. Zatem podobnie, kiedy zamiast przeszukiwać różne źródła w czasie rzeczywistym, stworzymy indeks ich zawartości, możemy stworzyć wyszukiwarkę biblioteczną. Nie meta, nie multi, tylko właśnie wyszukiwarkę. To słowo chyba jest dla użytkownika najbardziej czytelne z czym ma do czynienia.

Wykorzystałem zdjęcie Hay autorstwa guldfisken (lic. CC BY SA)

About the author

Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Poprzez tradycje rodzinne od zawsze użytkownik książek i bibliotek. Żonaty, pięcioro dzieci: Tosia, Marianna, Franek, Helena i Felek. Wielbiciel celebrowania życia rodzinnego oraz aktywnego uprawiania sportu: hokej, triathlon, narty, rower, windsurfing i wiele innych. Ostatnio, nawet ku swojemu zaskoczeniu, zafascynowany wędkarstwem spinningowym.
odpowiedzi
  1. Od jakiegoś czasu borykam się z tym problemem terminologicznym. Póki co mówię „systemy discovery”, nie wiem, czy to dobrze. Miałam już niejedną rozkminę na ten temat. Określenie „system do odkrywania zasobów” np. przegrywa ze względu na długość. Multiwyszukiwarka nie mówię, bo multiwyszukiwarki korzystają też z mechanizmów metawyszukiwania, podczas gdy w systemach discovery się tego nie stosuje…

    Czyli wychodzi na to, że na chwilę obecną mamy opcje „wyszukiwarka” i „system discovery”?

  2. Dziś mnie tknęło, że słyszy się raczej nie „Skąd to masz? Wyszukałem” a „Skąd to masz? Znalazłem”. Czyli może nie „wyszukiwarka” a „znajdowarka” 🙂
    Nic na to nie poradzę, jednak angielski rządzi w takich sprawach. Moim zdaniem pozostaje „wyszukiwarka biblioteczna” która jest „systemem discovery”.

  3. Danuta Grabowska

    No cóż, angielski tu rządzi zdecydowanie! Mimo, że nie jestem zwolenniczką wciskania obcych słów, gdzie się da, to tworzenie wersji polskiej na siłę czasem nie ma sensu. „Wyszukiwarka” oddaje niby sens, ale chyba musi być połączona ze „znajdowarką”:-), a „system discovery” i do tego „delivery” to brzmi dumnie. Zresztą „narzędzie linkujące” też nie jest do końca polskie, a i nie brakuje takich, którzy używają „link resolvera”, który najlepiej oddaje sens, bo „linku” już nikt nie próbuje tłumaczyć. Nasz SFX „button” („guzik” brzmi chyba gorzej:-)) nazwaliśmy jednak po polsku – „Znajdź to!”, wzorując się na angielskim „Find it!” ale dla mnie wersja „Get it!” używana przez naszych zagranicznych kolegów, jest najlepsza. No, ale nazwać guzik „Dostań to!” albo „Weź to!”, to nie to. Jak by tego wszystkiego nie nazywać to cel jest jeden: „Stop searching. Start finding”. Sorry:-), że się rozpisałam.

Zostaw komentarz